Księga gości



2009
lipiec
marzec
2008
sierpień
marzec
2007
grudzień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec




Mail
Koty, narzeczony, wolność i mąż
Koty nadal mam, nie mam natomiast chłopaka. Podanie tych wiadomości w jednym zdaniu jest na tyle istotne, że miałam alternatywę: narzeczony albo czworonogi. Wybrałam te moje trzy pyskadła i to nie dlatego, że jestem zadeklarowanym zoofilem. Myślę, że gdybym została posadzona na kanapie i postawiona przed wyborem „albo my albo ten pan co tu przyłazi”, to bym spakowała kuwety, łopatki, myszki, drapaki i karmę dla alergików (no niestety, mamy w naszej wesołej gromadce alergika, co na kurczaka, indyka, białko, pszenicę, konserwanty i sto innych rzeczy reaguje PADACZKĄ…) Więc bym to wszystko spakowała, a kotom pokiwała na dowidzenia. 

I znów jestem do wzięcia. Szacując wcześniejsze doświadczenia, to pewnie na następne półwiecze. 
 

Poza tym doszłam do wniosku, że mam za dużo wolności. Za mało muszę, za dużo mogę. I uwaga, uwaga, Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego, zaczęło mi to przeszkadzać. Człowiekowi to się nie dogodzi, przysięgam. No to zaczynam w poniedziałek pracę. Taką co trzeba chodzić do biura, dają auto i jest się bardzo poważna panią, co się spotyka z bardzo poważnymi panami. I o ile w zeszły piątek, to ja się bardzo cieszyłam i w ogóle cud_miód, to dzisiaj mi każdy plus umyka. Każdy. No dobra – jeden się ostał. Że mam większą szansę na męża. Męża Szweda. A ja bardzo proszę, mogę męża Szweda mieć. Chociaż, jak przeczytałam komentarze do notki Pierwszej, to ja nie chcę chyba mieć męża nigdy.


zapach-kobiety 2009-07-10 10:05:44
Królewna
Czytam ostatnie notki i myślę sobie, że życie mi zatoczyło od marca całkiem sporych rozmiarów krąg. Jezu, od marca. To ja już od marca nic nie pisałam? Dziwnie. 

Ze zmian fundamentalnych, to jestem starą panną z kotami. Ściślej rzecz biorąc TRZEMA kotami. Pojechałam do schroniska po dwa, ale trzeciego akurat przywieźli. Dzikiego, przerażone i trzęsącego_się. To wzięłam całą radosną trójkę. W sumie co za różnica czy będą dwa czy trzy. Mamie powiedziałam „Właśnie zostałaś trzykrotną babcią”, a grobowa cisza po drugiej stronie słuchawki nasunęła mi przypuszczenie, że chyba się wyraziłam dość NIEOPATRZNIE.
 

Koty wiszą na mnie, demolują mieszkanie i bankrutują mój miesięczny budżet. Jedzą lepiej niż ja sama i pyskate są przeokrutnie. 
 

Poza tym mam chłopaka, co w samo sobie zasługuje na news dekady. Albo trzech dekad. Chłopak to taki chłopak_na_poważnie. Agata ani przez pół sekundy nie wątpi, że raz_raz będzie ślub. Mnie osobiście też wydaje się to zupełnie naturalnym krokiem, więc spokojnie można powiedzieć, że świat stanął na głowie. Co ważne w ramach cech charakterystycznych chłopaka, to nie jest on chłopakiem na odległość. Oraz nie ma żony. Ani pasji demolującej relacje międzyludzkie. Wzmianka o pasji jest na tyle istotna, że mój poprzedni chłopak najpierw miał pasję, potem miał pasję, potem miał siebie, potem swoje plany, potem jogurt w lodówce, potem bałagan w pokoju, potem pracę, której nie lubił, później dziurę w dżinsach a na końcu miał mnie. Nawet nie zamierzam pisać, jak uskrzydlająco wpływało to na moje poczucie, że jestem królewna.


zapach-kobiety 2009-03-01 20:31:31
Kropka
Chyba powinnam dodać jakąś kropkę albo cokolwiek innego co by mi bloga nie skasowali. To dodaję.

zapach-kobiety 2008-08-04 21:08:54
Ot niedzielnie

Ku mojemu, nieomal skrajnemu, zdziwieniu okazało się, że a i owszem posiadam jeszcze coś takiego, co się szumnie zwie emocje. Zgodnie z teorią, że to co nieużywane zanika, powinno ich nie być już od kilku dobrych lat. A tu bach taka niespodzianka. Zapewne nic z tego nie będzie, choć Agata mówi, że mam tak nie mówić.

 

Oprócz tego powiedziałam w piątek do klienta na do widzenia „papa”. Jak kończyliśmy rozmowę telefoniczną. Taką dopinającą projekt; taką w stylu wyślę panu umowę, bo jestem taka mądra, że umiem ją napisać. Gdybym miała czas, to na pewno kolejne pięć minut waliłabym głową w biurko. A tak to tylko mam nadzieje, że nie usłyszał. Albo nie zapamiętał.

 

I idę od jutra na dietę. I będę się na niej trzymać bardzo_bardzo dzielnie. I właśnie dlatego postanowiłam pozbyć się dzisiaj wszystkiego niedietetycznego, co mam w domu. Więc od dziesiątej tylko jem i jem.


zapach-kobiety 2008-03-30 20:29:25
Ja i moje prywatno_emocjonalne życia
Pytanie za sto punktów – gdzie właśnie siedzę i dlaczego w biurze. Pytanie drugie – co zrobię od_razu_po_powrocie do domu i dlaczego pójdę spać. Pytanie trzecie – który to dzień z rzędu i dlaczego już przestałam liczyć. 

Można się zastanawiać, jak w tym aspekcie czuje się moje życie prywatne. O emocjonalnym nie wspomnę. Zresztą o prywatnym też nie będę wspominać, jako że ani jednego ani drugiego aktualnie nie posiadam.

Posiadam za to listę spraw do zrobienia jutro. Spraw się z zebrało trzydzieści cztery poczynając od „zadzwoń” a kończąc na „napisz dziesięciostronicową ofertę”. W międzyczasie załatwiania tych spraw będę na czterech spotkaniach poza biurem i dwóch w biurze. Każde zajmuje średnio po godzinie plus pół godziny na dojazd i pól na powrót. Więc na osiem godzin pracy będę na dziesięciu godzinach spotkań_i_dojazdów oraz załatwię z czterdzieści pięć spraw, bo przypomni mi się jutro kolejne jedenaście.

Czy na sali jest jeszcze jakiś cyborg? Bo się właśnie poczułam z lekka samotna.
 

Poza tym miałam w sobotę spotkanie klasowe klasy z podstawówki. Moja szkolna miłość ma żonę i dziecko plus drugie w drodze. Bez sensu. Dodatkowo szkolna miłość prezentuje się absolutnie zniewalająco – na tyle, że podoba się i mi i Agacie, a my z Agatą jeszcze NIGDY nie wzdychałyśmy do tego samego faceta. Więc kwestia prezencji również jest bez sensu. Żeby nie było za łatwo, szkolna miłość jest ciepły, inteligentny i bardzo mnie lubi. Przebardzo. No i przy tych wszystkich ochach i achach to on jest fotogeniczny, a ja wyszłam na zdjęciach jak zardzewiała radziecka łódź podwodna.

I chyba pójdę do domu, bo już nic mi się nie chce. 
 


zapach-kobiety 2008-03-12 21:39:44
W między_lądowaniach
Ostatnimi czasy stałam się zen w kwestii „czy samolot, którym lecę rozbije się, czy też nie”. Nie wzrusza mnie również pięć międzylądowań. Oraz chybotanie na prawo i lewo nad taflą oceanu. No naprawdę luz. Najbardziej irytującym aspektem ciągłego podróżowania jest to, że mnie ustawicznie nie ma, co z kolei skutkuje tym, że mam ustawiczne zaległości, co ma swój finał w siedzeniu w pracy do późnej nocy.

Najbardziej zastanawia mnie to, jak ja, która z taką lekkością opuszczałam kierat w postaci od_dziewiatej_do_siedemnastej dałam się WŁASNYMI RĘCAMI i za własne pieniądze, ale o tym wolę nie pamiętać, no więc jak ja dałam się zaprząc w od_dziewiątej_trzydzieści_do_dwudziestej_drugiej. Naprawdę czasami to nie mam instynktu samozachowawczego za grosz.

A tak w ogóle to nie wiem, czy jeszcze wiem, jak się pisze bloga, bo już go nie pisałam kilka dobrych miesięcy. W ramach których niewiele się zmieniło, oprócz tego, że pracuję więcej, niż pracowałam, ale o tym było w poprzednim akapicie. Męża jak nie miałam tak nie mam, dodatkowo z pewną nieśmiałością podchodzę do zagadnienia, czy ja to chcę mieć dzieci. Aczkolwiek wczoraj w hotelu odkryłam bardzo przydatny aspekt posiadania potomstwa – jest kogo wysłać po zapomnianą w recepcji wodę. Innych pozytywów na razie nie zanotowałam, jestem natomiast na etapie podliczania ile taki dzieciak kosztuje od urodzenia do dorosłości i dochodzę do wniosku, że wychodzi co miesiąc nowy MontBlanc. A ja MontBlanc’i naprawdę bardzo lubię.

W ramach zmian, to ścięłam włosy. Jak je wyprostuję i dam się uczesać, to jestem zemsta boga na mężczyznach. Jak nie wyprostuję i się sama uczeszę, to wyglądam jak pięciolatka. I nie muszę wspominać, jaki mam wtedy poziom frustracji.


zapach-kobiety 2008-03-06 22:22:04
Koniec
Skończyło się. Tak po prostu. Zawsze myślałam, że będą żałobne pieśni. Że z nieba pospadają wszystkie gwiazdy. Że nad głową przejdzie mi złowieszcza burza.

Myślałam, że na zawsze zapamiętam ten dzień, kiedy się skończy.

A jak jest? Jest tak, że się skończyło, a ja nawet nie pamiętam kiedy.


zapach-kobiety 2007-12-03 20:10:07
Urodzinowo
Pocelebrowałam urodziny z Najbliższymi. W sumie to już w środę zaczęłam celebrować, jak się wybraliśmy do Blue na lunch. Fajnie było. Ciągle się lubimy, ciągle każde z nas jest najmądrzejsze na świecie i ciągle bym mu oddała wątrobę, gdyby tylko potrzebował. Różnica tego_co_jest w stosunku do tego_co_było polega na tym, że wcale się nie muszę przekonać, czy oby na pewno jestem na tyle ważna, że on by mi oddał swoją. I tak jest dobrze.

Dzisiaj z kolei odwiedziłyśmy nasze Nowe Piękne Biuro. Planując, gdzie będzie stało czyje biurko i jakiego koloru będą ściany. Zaraz stuknie nam rok wspólnego pracowania. Tak oficjalnie rok, bo decyzja to w sumie zapadła lekko wcześniej. I myślę sobie z uśmiechem, że ta nasza bliskość z 2006 nijak nie przystaje do tego, co jest teraz. Chłopiec powiedział, że trudno między nas wejść. I powiedział to w okolicach listopada. Jeśli wtedy było trudno, to teraz się paznokcia nie wciśnie. Z uśmiechem słucham tych wszystkich pseudo przyjaznych dusz, które mówią „uważaj, bo to i to i to”. Słucham, kiwam głową i myślę, że nawet mi się dyskutować nie chce. I odpuszczam.

W ogóle odpuszczam coraz więcej i bardzo dobrze na tym wychodzę. Czego nie jestem w stanie odpuścić, nie wyolbrzymiam. I też jest więcej spokoju.


zapach-kobiety 2007-07-29 22:56:55